Doliny rzek, cz. IV

Grabia, Widawka


29 maja 2020 r.

(relacja)

relacje z innych imprez


powrót


Tym razem celem wycieczki są dwie "mniejsze" płynące w poprzek województwa rzeki - Grabia i Widawka. Do pierwszej z nich docieram jadąc najkrotszą trasą czyli dawną drogą krajową DK14. Poranne godziny i fakt, że ruch tranzytowy przeniósł się na równoległą S-8 powoduje, że jest to bardzo dobra opcja. 6 czy 8 skrzyżowań z sygnalizacją w Pabianicach można jakoś przeboleć. Skrót przez Kolumnę nie wypada najlepiej. Wypadam na skraj bagniska utworzonego przez niewielką rzeczkę Palusznicę. Czerwony szlak pieszy doprowadza mnie nad zaporę i rozlewiska Grabii w Baryczy. To piewszy dzisiaj kontakt z tą rzeką.


Zalew w Baryczy

Mijam dołem drogę S-8 i zapuszczam się w las. Singletracki utworzone na opadających w kierunku rzeki zboczach, pozwalają ominąć piaszczystą leśną drogę. Jadę wzdłuż nieujarzmionej na tym odcinku, silnie meandrującej Grabii. Na chwilę zjeżdżam na najwyższą skarpę, wyrytą przez rzekę w Piaskowej Górze. Mijam młyn i malownicze rozlewisko w Talarze.


Piaskowa Góram

Po kilku kilometrach opuszczam las. Kusi równiutki asfalt drogi wojewódzkiej. Nie tym razem. Poznanymi wcześniej dróżkami zjeżdżam nad szeroką bagnistą dolinę. Tu koryto Grabii zostało wyprostowane i rzeka leniwie płynie płytkim kanałem. Za mostkiem jadę drogą wzdłuż rzeki. Droga to zbyt dużo powiedziane. Od czasu do czasu pojawiają się tutaj użytkownicy nadrzecznych łąk. Mokra po nocnym deszczu trawa myje mi rower, myje buty i (na szczęście) nie płucze skarpetek. Głębokie koleiny wskazują, że w okresie deszczowym ta droga może nie być przejezdna. Pasy łąk poprzecinane są bagnistymi i podmokłymi terenami. Wokól trwa odwieczna walka człowieka z naturą. Bobry i tu nie mają łatwego życia. Bobrze korytarze łączą bagniska z nurtem rzeki.


Dolina Gabii


Taka niby droga


Odwieczna walka


Bobrze ścieżki


Lotnikom z 1939 r.

Czyszczenie mokrego i upiaszczonego łańcucha. Smarowanie. Opuszczam bezpośrednie towarzystwo rzeki. Czas na dłuższą chwilę oddechu. Asfaltowe drogi w niewielkiej odległości od rzeki prowadzą mnie prosto na wschód. Przede mną rozdwojenie jaźni. Rzeka rozwidla się. Z północy spływa rzeka Grabka, która przez rzekoznawców traktowana jest jako Grabia. Z południa płynie stara Grabia, która Grabią już nie jest. Niezależnie od tej rozbieżności mnie interesuje jazda na południe. Rów melioracyjny oznaczony na mapie nazwą rzeki będę przecinał jeszcze kilka razy. Na chwilę skręcam w kierunku Woli Krzysztoporskiej, by zobaczyć ledwie sączącą się Grabię, która ma swoje źrodła nieco dalej na południu. Kilkaset metrów na zachód w kierunku przeciwnym czyli na południe, płynie rzeka Dąbrówka/ Bogdanka, której wody należą już (poprzez Luciążankę i Pilicę) do dorzecza Wisły.


Jeszcze przejezdna


Początki Grabii

Najkrótszą wyznaczoną przez RWGPS trasą jadę w kierunku kolejnego celu - źródeł rzeki Widawki. Sprzyjający wiatr sprawia, że bezboleśnie pokonuję radomszczańskie wzgórza. Warunki pomagają przejechać po lekko zapiaszczonych gruntowych drogach. Z jednej strony zaskakuje wąska wstęga nowego asfaltu pomiędzy polami, z drugiej droga zaorana i obsiana zbożem. Szczęśliwie to tylko kilkadziesiąt metrów. W oddali na horyzoncie pośród białych obłoczków można zobaczyć dymy elektrowni Belchatów. Przy dobrej pogodzie widoczne są już z południowych granic Łodzi.


Dymy elektrowni


Drogi asfaltowe ...


szutrowe ...


piaskowe ...

W gminie Kodrąb, kilka kilometrów za tą miejscowością, rozpoczyna swój bieg rzeka Widawka. Mijam okazały jej zalew na skraju wsi Kodrąb. Ta niepozorna w górnym biegu rzeka, płynąc w całości w woj. łódzkim pokonuje prawie 100 km. Skręcam na zachód i północny zachód. Wiatr już nie będzie dla mnie sprzymierzeńcem. Ilość wody w rzece wzrasta bardzo powoli.


Drogowskaz wskazuje na objazd zamkniętego wiaduktu pod DK1 przebudowywanej do rangi autostrady. Zaryzykuję jazdę na wprost. Przeszkodę pokonuję idąc wzdłuż płynącej pod drogą Widawki. Dwóch budujących wiadukt budowlańców nie zwraca uwagi, że wchodzę na teren budowy.


Autostrada w (prze)budowie

W oddali, coraz bardziej widoczna, wypiętrza się Góra Kamieńsk. To sztuczne wzniesienie tworzone podczas odkrywkowej eksploatacji węgla brunatnego jest najwyższym w środkowej Polsce. Tym razem wjazd na szczyt nie będzie moim celem. Chociaż będę przejeżdżał w bezpośrednim sąsiedztwie, nie będę miał też okazji zajrzeć do wielkiej kopalnianej dziury.


Góra Kamieńsk

Efekt działalności kopalni to obejmujący kilkanaście kilometrów lej depresyjny. Jadąc mijam kilka "suchych rzek". By umożliwić eksploatację odkrywkową węgla brunatnego, Widawka przesunięta została do specjalnie utworzonego nowego koryta. Rzeka płynie tu przez kilkanaście kilometrów wybetonowaną rynną. Na przemian, wcina się głęboko poniżej poziomu gruntu lub wypiętrza powyżej drogi którą jadę i powyżej otaczających rzekę łąk. Wbrew pozorom to właśnie tu rzeka wzrasta w siłę zasilana wodami usuwanymi z wyrobiska.


Kanał Widawki

Gmina Kleszczów to dzięki kopalni najbogatsza gmina w kraju. Widać to na każdym kroku. Nadmiernie szerokie, puste drogi. Różnej jakości ścieżki rowerowe. Wzdłuż Widawki prowadzi tu długi utwardzony szutrem rowerowy szlak. W ten sposób docieram do dużego sztucznego zbiornika Słok.


Szutrowy szlak


Zbiornik Słok


Stawy obok Słupi

Poniżej spiętrzającej wodę zapory rzeka zachowała już swój naturalny bieg. W mniejszym lub większym stopniu meandruje. Dopiero na końcowym odcinku otoczona jest wysokimi wałami. Meandrująca rzeka wcale mi nie przeszkadza. Gorzej, że swój naturalny stan mają też leśne drogi. Mijając ukrytą tuż za lasem elektrownię Bełchatów, na przemian jadę lub pcham rower w kopnym piachu. Teraz przypominam sobie te drogi z którejś edycji Bikeorientu. To nie przeciwny wiatr, którego bardzo się obawiałem jest na mojej trasie największym przeciwnikiem.


Szuter się skończył

Szczerców, Widawa. Na końcowym odcinku swoją wielkością rzeka robi już przyzwoite wrażenie. Czas na powrót czyli przejazd dolnym odcinkiem Grabii, który pokonałem podczas wycieczki wzdłuż Neru i Warty. Ponowne pokonywanie nadgrabianskich piachów nie wydaje się sensowne, więc skutecznie je omijam. Za Łaskiem ruszam na poszukiwania widocznej na mapach Google "starej tamy po młynie". Brak drogi utrudnia to zadanie. Tym razem udaje się zakończyć wycieczkę przed zmrokiem.


Widawka - niedaleko od ujścia


Grabia - stara tama po młynie


Bród, kładka. Czegoś mi tu brakuje?

Trasa wycieczki

Dystans 266,3 km
Czas 13:30
Czas jazdy 12:50
Postoje 45 min
średnia 20,7 km/godz.


Krzysztof Wiktorowski (wiki)
e-mail: wiki256@gmail.com


Doliny rzek cz.I - Bzura - Rawka - Wobórka

Doliny rzek cz.II - Ner - Warta

Doliny rzek cz.III - Pilica

powrót