Doliny rzek, cz. II

Ner, Warta


18 kwietnia 2020 r.

(relacja)

relacje z innych imprez


powrót


Chociaż wirus nie odpuszcza wybieram się półlegalnie (by zrealizować podstawowe potrzeby) na kolejną wycieczkę dolinami łódzkich rzek. Po analizie mapy i ocenie aktualnych możliwości wybór, pada na rozpoczynający w granicach miasta Ner. Później pojadę na południe wzdłuż Warty. Wrócę wzdłuż krótkich odcinków rzek Widawka i Grabia. Po minięciu Łasku pozostanie już tylko powrót najkrótszą drogą do domu.

Początowy cel to źródła Neru. Pierwotny początek rzeki znajdował się przy Pomorskiej na osiedlu Mileszki. Drożne na całej długości rowy, teraz odprowadzają jedynie wodę z roztopów oraz z nawalnych lub długotrwałych deszczów. Rozpocznę jazdę ponad 10 km dalej na południe, gdzie współcześnie pojawia się woda sącząca się z niewielkiego lasu - Huta Szklana przy ulicy Kolumny.


początki Neru

Dobrze znanymi dróżkami jadę możliwie najbliżej rowu w symbolicznym tylko stopniu wypełnionego wodą. Bobry próbujące ratować związaną z nadchodzącą suszą sytuację, nie są tu mile widziane. Na wielu rzeczkach w okolicach miasta można spotkać zniszczone bobrowe tamy. Zdarzają się też przypadki rękoczynów. Ustawa dająca możliwość takiej ingerencji w szczególnych przypadkach, traktowana jest przez polskich chłopów jako bezwarunkowe przyzwolenie. Dziwi widok spalonej przez słońce wyschniętej łąki po obu stronach rzeki na tle rozwalonej bobrzej tamy.



walka z bobrami

Razem z nurtem Neru odbijam do podłódzkiego miasteczka Rzgów, by po kilku kilometrach ponownie wrocić w granice Łodzi. Obowiązujący jeszcze zakaz wstępu na tereny rekreacyjne sprawia, że nie ryzykuję przejazdu ścieżkami wzdłuż rozległego zbiornika Stawów Stefańskiego. Jadąc wzdłuż lotniska, mijam ostatni dziki fragment rzeki.


Ner na dziko

Mijam wpadający do Neru Jasień - skanalizowaną rzekę płynącą całkowicie w granicach miasta. Rzeka na przemian płynie w odkrytych kanałach lub kryje się pod ziemią. Ponieważ ta rzeka miała największy spadek i największą głębokość, energia uzyskiwana z jej nurtu napędzała młyny i maszyny włókienniczych fabryk. Właśnie na jej brzegach powstała największa ich ilość.

Kilka kilometrów dalej wody Neru zasila Dobrzynka. Rzeka napędzała przemysł włókienniczy Pabianic i przyczyniła się do rozwoju tego miasta. Jej źródła znajdują się na południowy wschód od Tuszyna we wsi Górki Duże [czyli kilkanaście km dalej niż pisałem błędnie w relacji z pierwszej wycieczki]. Pierwszy raz przezroczystą wodę, w tej zatruwanej przez pabianicki przemysł rzece zobaczyłem pod koniec wyjątkowo długiego świątecznego weekandu. Teraz widok piaszczystego dna jest już normą.

Przy zachodniej granicy miasta Ner zostaje obficie zasilony przez oczyszczone wody wypływające z GOŚ-ki (Grupowej Oczyszczalni Ścieków), największej w Polsce, zbierającej ścieki z Łodzi i kilku okolicznych miast i gmin. Od czasu uruchomienia obiektu, najbardziej zanieczyszczony polski ściek zmienił się nie do poznania. Ścieki komunalne i przemysłowe - breję o ciemnoszarej barwie, zastąpiła czysta a przynajmniej przezroczysta ciecz. Ponoć kilkanaście lat temu rzekę wykorzystał do kajakowego spływu v-ce prezydent Łodzi, a może to była tylko medialna ustawka. Osobiscie nigdy nad Nerem nie spotkałem ani kajakarza ani żadnego wędkarza.


śluzy

Oczyszczalnię mijam jadąc po przeciwnej, porośniętej lasem i bardziej kameralnej stronie rzeki. Omijam jej charakterystyczne budynki, a jednocześnie unikam przejazdu przez miasto Konstantynów. Dalej Ner płynie już szeroką pradoliną. Niegdyś jej bagniste dno zostało uregulowane. Wyprostowana, puszczona pomiędzy wałami rzeka, otoczona jest przez szeroki pas nawadnianych pól. Zbudowany przez zaborcę system, obejmuje rozmieszczone co kilka, kilkanaście kilometrów spiętrzające wodę śluzy. Kilkadziesiąt kilometrów różnej wielkości krzyżujących się na różnych poziomach kanałów, kanalików, rowów czy niewidocznych w bujnej trawie zagłębień doprowadzają wodę do najodleglejszych fragmentów łąk. Liczące ponad 100 lat urządzenia i rowy z powodzeniem przetrwaly czasy PRL i w wielu miejscach (szczególnie gdy łąki są w posiadaniu indywidualnych rolników) są użytkowane do dziś. Kiedyś cały łódzki syf w wystarczającym stopniu użyźniał okoliczne łąki, teraz nawadnianie musi być wspomagane przez naturalne lub sztuczne nawożenie.


kanały


kanaliki

Robię niewielki zygzak by przejechać przez łąki przylegające do liczącej setki lat wsi Małyń. Z daleka można zobaczyć górujący nad okolicą neogotycki kosciół, a w tle jeden z najwyższych w kraju 346 metrowy maszt nadawczy w Zygrach. Trafiam na moment ich "podlewania" łąk. Widok bujnych, soczyście zielonych traw zdaje się zaprzeczać nadchodzącej, a widocznej poza nawadnianym obszarem suszy. System zastawek pozwala rotacyjnie kierować wodę na kolejne jeszcze nie nawodnione tereny.


zastawki

Rzeka skręca na północny-zachód i na północ. Przejeżdżam obok miejsca, ze wszech miar wartego odwiedzenia - ZOO w Borysewie. W czasach szalejącego koronawirusa są tu pustki. Na bramie można jedynie zobaczyć karteczkę: "Ogród Zoologiczny zamknięty do odwołania". Ogród posiada unikalne w skali światowej białe lwy, białe tygrysy ... białe bociany (?). Te ostatnie gratis na całej trasie mojej wycieczki. Z innych atrakcji godnych odnotowania mijam pierwszy tego dnia radiowóz.

Po drugiej stronie rzeki widać nie interesujące mnie zabudowania Poddębic. Mijam Wartkowice. Przez las, który wzbudzał moje objawy podczas planowania trasy, prowadzi dobra, szutrowa droga. Na skraju pradoliny warszawsko-berlińskiej na pewnien czas opuszczę Ner. By nie zostawić luki w pierścieniu okrążającym Łódź, pojadę do Łęczycy w której skręciłem na wschód podczas pierwszej wycieczki. Jadę wzdłuż prowadzącego doliną Kanału Królewskiego (we wschodniej części nosi nazwę Łęka-Dobrogosty) łączącego Bzurę z Nerem. Do miejsca, z którego będę kontynuował wcześniejszą jazdę, powrócę jadąc po przeciwnej stronie pradoliny.


Ner

W tym miejscu obie rzeki dzieli niespełna 30 km niemal płaskiej pradoliny. Od zachodniej strony czyli od Neru kanał ma szerokość kilku metrów i wodę płynącą w kierunku tej rzeki. Od strony wschodniej jest to zaledwie półtorametrowy, zamulony i zarastający rów melioracyjny. Dział wodny czyli linia oddzielający wody spływające do Odry od tych do Wisły przebiega mniej więcej wzdłuż przechodzącej przez Łęczycę drogi krajowej. Pomijając absurdalność tego pomysłu, niewielkim nakładem środków można poszerzyć istniejące kanały i skierować Bzurę do Warty i Odry zamiast do i tak wysychającej Wisły.


kanał Łęka-Dobrogosty


kanał Królewski

Po ponad 20 km objeździe wracam nad Ner. Robię z mostu kilka fotek i zdezorientowany zatrzymuję się kilka kilometrów dalej. Gdzie jest ślad trasy? Nie ma rady trzeba naprawić błąd i wrócić na trasę wzdłuż rzeki. W zupelnie nieoczekiwanym miejscu przy bocznej drodze obok mostu, mijam 3 dzisiejszego dnia radiowóz. Wcześniej czujnie naciągam buffa aż na nos.


Asfaltowa droga przez Dąbie prowadzi wysoką skarpą. Stąd mam doskonaly widok na płynącą doliną rzekę i położoną po drugiej jej stronie autostradę. Mijam Chełmno, miejsce martylologicznych wycieczek szkolnych. Podobnie jak w mijanym wcześniej Borysewie brak samochodów i autokarów, a na zamkniętej bramie obozowego muzeum biała kartka z przewidywalnym napisem.

Przekraczam ostatni most skąd mogę po raz ostatni podziwiać szeroki w tym miejscu na kilkanaście metrów Ner. Jadę wzdłuż nadrzecznych wałów przeciwpowodziowych. Od najdalej na północ wysuniętego zakola wału do miejsca, w którym rzeka wpada do Warty, dzieli mnie płynąca na zewnątrz wału kilkumetrowej szerokości struga oraz kilkusetmetrowy pas łąk. Rzeczkę można pokonać skacząc po ułożonych obok brodu kamieniach. Łąki jadąc lub prowadząc rower. Ze względu na napięty harmonogram dnia rezygnuję z osiągnięcia tego celu.

Jadąc wzdłuż wałów skręcam na południe i teraz będę jechał wzdłuż kolejnej łódzkiej (płynącej przez województwo łódzkie) rzeki Warty. Wały przeciwpowodziowe, rzeka. Usiłuję znaleźć cokolwiek wspólnego z trasą pokonanego prawie 2 lata temu maratonem Wisła 1200. Pomimo usilnych prób nie udaje się. Tutaj wszystko jest inne. Zamiast po ażurowych płytach jadę twardą żwirową drogą prowadzącą po wałach lub po ich zewnętrznej stronie (albo tu i tu). Wysoki wał przesłaniający widok Wisły zastąpił "wałek" co najwyżej metrowej wysokości nie przesłaniający widoku Warty . Zarówno po wewnętrznej jak i zewnętrznej stronie nadwarciańskiego wału rosną nie przesłaniające widoku na pola i łąki pojedyncze drzewa.


dwupasmówka wzdłuż Warty

To najprzyjemniejszy fragment całej pokonanej dzisiaj trasy. Słoneczne niebo. Przyjemnie chłodzący boczny sprzyjący wiatr. Zupełnie kameralnie. Zero radiowozów, zero samochodów. Jedna jadąca rowerem, dużo młodsza ode mnie dziewczynka. Jakiś rowerzysta uziemiony na niewielkim pagórku. Biegacz eskortowany przez jadących rowerami dziadka i córkę.

Jadąc przez cały czas po jednej wschodniej stronie Warty tylko od czasu do czasu w oddali widzę jej nurt. Kusi przeprawa widocznym z wału promem ale nie chciałbym zbaczać z wyznaczonego śladu i improwizować dalszą jazdę. Nie mam na to czasu. Po kilku kolejnych kilometrach przejeżdżam przez dobrze znane uliczki prowadzące przez centrum Uniejowa. Termy z których słynie Uzdrowisko Uniejów znajdują się na przeciwleglym brzegu rzeki.

Po raz pierwszy muszę przejechać kilka kilometrów po zwykle ruchliwej drodze wojewódzkiej. W dobie koronawirusa wygląda jak jedna z bocznych rzadko uczęszczanych dróg. Wkrótce zbaczam na kameralne (czyt. bezludne) drogi w pobliżu rzeki. Wszystko co dobre kiedyś musi się skończyć. Były asfalty, były szutry, przyszedł czas na piaszczystą drogę wzdłuż lasu w Księżych Młynach. Te obfitujące w grzyby lasy były celem wycieczek grzybiarzy w czasach PRL-u. Jesienią kursował do tej miejscowości autobus PKS-u. Wypełniony grzybiarzami docierał tu wcześnie rano. Wracał do Łodzi późnym popołudniem.

Po dalszych kilku kilometrach docieram do tamy spiętrzającej największy sztuczny zbiornik w województwie - Zalew Jeziorsko. Rezygnuję z wjazdu na doskonale mi znaną tamę i ruszam dalej. W okolicach Pęczniewa zjeżdżam na drogę poprowadzoną koroną wałów. Zbiornik Jeziorsko ukazuje się w pełnej okazałości. Zwykle o tej porze wypełniony po brzegi już teraz wykazuje znaczne braki. Tak na oko poziom jest obniżony o 1-2 m, odsłaniając piaszczyste łachy. W środku lata to tu zaledwie do połowy zalewu sięgało lustro wody.


łachy piachu nad zalewem


Kontynuuję jazdę przez miejscowości leżące nieopodal rzeki. Czasami jadę wysypaną żwirem drogą wzdłuż wałów. Mijam liczne, wbudowane w koronę wałów betonowe bunkry. Położony na przeciwleglym brzegu Sieradz mijam w bezpiecznej odległości. Przede mną jedyny odczuwalny podjazd do wsi Strońsko, skąd rozpościera się rozlegly widok na pradolinę Warty. Tu znajduje się też zbudowany w stylu romańskim kościół, poźniej wielokrotnie przebudowywany. Do celu tego etapu wycieczki - ujścia Widawki - pozostaje już tylko kilka kilometrów.

Zasadnicza część wycieczki właśnie się zakończyła. Teraz pozostaje powrót do miasta. Żadna z łodzkich rzek nie płynie w jego kierunku. Wracając do Łodzi wykorzystuję jedynie fragmenty Widawki i wpadającej do niej Gabii (obie skręcają na południe, gdzie na granicy województwa mają swoje źródła).


zakole Grabii

Jadę wzdłuż wysokich wałów Widawki (ochrona przed wzbierającymi wodami Warty). Wkrótce skręcam na północ jadąc wzdłuż rzeki Grabii. Na znacznym odcinku rzeka zachowała swój naturalny charakter z licznym meandrami, podmywanymi skarpami itp. W nadgrabiańskich lasach trafiam na pokłady wysuszonego piachu. To ostatnie ekscesy zmierzającego ku końcowi dnia i zmierzającej ku końcowi wycieczki. Jadąc wzdłuż nurtu rzeki omijam Łask. W momencie gdy rzeka odbija na południe pozostaje powrót "na sucho" na miejsce skąd rozpocząłem podróż. Robię to najkrótszą omijającą Pabianice trasą.


nie zdążę przed zmrokiem

Podsumowując: było łatwo, lekko i przyjemnie. Niemal całkowicie płaska trasa. Słaby nie utrudniający jazdy, często sprzyjający wiatr. W 95% asfaltowe i utwardzone drogi. Teraz trzeba znaleść czas na najdłuższą 350-360 km wycieczkę Pilica-Warta.

Trasa wycieczki

Dystans 336,9 km
Czas 16:39
Czas jazdy 15:43
średnia 21,4 km/godz.


Krzysztof Wiktorowski (wiki)
e-mail: wiki256@gmail.com


Doliny rzek cz.I - Bzura - Rawka - Wobórka

Doliny rzek cz.III - Pilica

Doliny rzek cz.IV - Grabia, Widawka

powrót