œ

.

OrientAkcja ed.13


Łobudzice, 18 lipiec 2020 r.

(relacja)

relacje z innych imprez


powrót


fot. Orientakcja
Od marcowej Liczyrzepy - ostatniego pucharowego maratonu na orientację w którym brałem udział - minęło ponad 4 miesiące. Przed dwoma tygodniami była rozgrzewka podczas urodzinowego Zbieranina Orient. Mimo wszystko jadąc na start w Łobudzicach czuję brzyda do szukania, być może niezbyt oczywistych, punktów kontrolnych. Może by tak podobnie jak podczas "zbieraniny" połączyć na trasie siły z Piotrkiem? Udaje się. Przekonałem Piotrka do wspólnej jazdy.


przedstartowe rozmowy (Piotrek, Ewa)


Mapy rozdane. Pochylamy się nad arkuszem formatu A3. Wspólnie ustalamy jeden z możliwych wariantów (kolejność) zaliczania punktów kontrolnych. Rysuję proste linie łączące wszystkie punkty. O wyborze sposobu przejazdu pomiędzy punktami będziemy decydować na bieżąco.

Na rozgrzewkę punkt znajdujący się najbliżej bazy. Asfaltowa droga a następnie zjazd w leśną drogę. Razem z nami na drodze biegnącej wzdłuż starego, zarośniętego już lasem wyrobiska zatrzymuje się Radek i pokonujący trasę razem Bartek z Wojtkiem H. Nie wiem czy ktoś się dokładnie odmierzył ale pozostawiamy rowery przy drodze i ruszamy na poszukiwania położonego kilkadziesiąt metrów od drogi lampionu. PK6 - wyrobisko 9:44.

W ulubiony przez Piotrka sposób czyli wszelkiej jakości najkrótszymi drogami, jedziemy do kolejnego celu. Starego cmentarza nie trzeba szukać. Górka na której powstał znajduje się tuż obok drogi. W górę prowadzi dobrze widoczna szeroka "ścieżka" i schody. Płaskie (wg organizatorów) wzgórze też nie jest tak straszne jak się tego spodziewałem. Na niewielkim wzgórzu, bez problemu odnajdujemy osłonięte krzakami drzewo. PK18 - górka na cmentarzu 9:58.

Położona kilka kilometrów dalej "grupa drzew" i znajdujący się tam PK nie wydają się trudne do namierzenia. Jedziemy porośniętą trawą drogą, później zarastającą wysoką roślinnością ścieżką. Pomiar odległości nie wyszedł mi tu najlepiej. W spodziewanym miejscu przeszukujemy pobocze drogi po obu jej stronach - bez skutku. Cofamy się kilkadziesiąt metrów. Od południa odnalezienie punktu nie sprawia kłopotu. Jadąc od północy sprytnie ukryty punkt mineliśmy niezauważając go. Mamy pierwsze kilka minut (3-4) w plecy. PK25 - grupa drzew w obniżeniu 10:15.

Po chwili jesteśmy już na asfaltowej drodze. W takich momentach wychodzę na prowadzenie starając się nie narzucać morderczego tempa. Przecież to dopiero początek zmagań. Widoczny z oddali wykrot zaliczamy chwilę po tym jak zjechaliśmy do lasu. PK4 - wykrot 10:26.

Asfalty to moja domena. Wystarczy jednak, że pojawiają się mięsiste piachy natychmiast zostaję z tyłu. Rzucam rower obok drogi i biegnę za partnerem, który jest już w połowie zbocza. Gdzie jest punkt? Nie tak łatwo. Wzniesienie nosi nazwę Kocia Góra, chociaż wąski, wydłużony kształt bardziej zasługuje na nazwę Koci Grzbiet. Rowery pozostawiliśmy zbyt wcześnie i znaczny odcinek grzbietu musimy pokonać pieszo. PK17 - szczyt górki 10:38.

Po niewiele ponad godzinie jazdy mamy na koncie 5 zdobytych punktów. Czy inni zaliczają punkty równie szybko? Rozmyślam o tym, że być może uda się skończyć rajd wysoko, a może bardzo wysoko w klasyfikacji.


mapy rozdane


Przed nami pokręcona droga przez las. W takich momentach najlepiej usunąć się do tyłu pozostawiając nawigację temu kto jest w tym wyjątkowo skuteczny. Pierwsze podejście kończy się na skraju bagna. Wiemy gdzie jesteśmy więc szybko naprawiamy błąd. Zawracamy i skręcamy we właściwą równoległą dróżkę. PK10 - rozwidlona sosna 10:53.

Teraz cofamy się na wschód do punktu pozostawionego nieco z tyłu. Gdyby to ode mnie zależało atakował bym punkt od północy. Piotrek proponuje najkrótszy dojazd od przeciwnej strony. Skoro to nie ja mam prowadzić, to nie ma powodu żeby się sprzeciwiać. Po zjeździe z asfaltu schodzę z prowadzenia. W najmniej oczekiwanym dla mnie momencie zatrzymujemy się. To już tu?!? Lampion wisi na drzewie w najdalej od drogi oddalonym skraju płytkich wyrobisk. PK9 - północna część dawnej żwirowni 11:12.

Prosta leśna droga na zachód. Skręcamy w kierunku grzbietu znajdującego się w środku tego fragmentu lasu. Wjeżdżamy na piaszczyste strome zbocze. Stop! Nie wjeżdżamy ale wpychamy rowery po piaszczystej stromej drodze. Jadąc ledwie widoczną ścieżką na grzbiecie znajdujemy oznakowane lampionem drzewo. PK12 - zakręt ścieżki 11:25.

Jedziemy dalej na zachód, chociaż teraz "prosta" droga nie jest dla mnie tak oczywista. Na kiepskich leśnych drogach skupiam się na tym, żeby nie zostać z tyłu. Na dokładne śledzenie w czasie jazdy trzęsącej się na wybojach mapy nie pozostaje czasu. Przed nami ulubiony punkt "charakterystyczne drzewo", które równie dobrze można by zastąpić opisem "drzewo w środku lasu". Czasami w poszukiwaniu drzewa w lesie pomaga mocowanie lampionu przy pomocy przezroczystej, widocznej z przeciwnej strony taśmy, czasami nie. Wtedy trzeba obejrzeć z każdej strony, każdy odróżniający się od innych pień. PK16 - charakterystyczne drzewo 11:44.

Po punktach, do których dojeżdżamy na skróty, najkrótszą drogą następuje zmiana strategii. Objeżdżamy teren asfaltowymi drogami. Wjeżdżamy w las od zachodu. Mijamy jeden ze schronów z 1939 r. i jedziemy dalej. Dróg zaznaczonych na nieaktualnej mapie trudno dopatrzeć się w terenie. Piotrek prowadzi "na krechę" i zdecydowanie ta krecha nie jest linią prostą. Jakieś ścieżki, bezdroża. Jazda i prowadzenie roweru. Najdziwniejsze dla mnie jest to, że mimo to trafiamy prosto do drugiego bunkra. Kosternacja, sprawdzamy wszystkie drzewa wokół betonowej budowli. Lampionu brak. Jeżeli nie na zewnątrz to gdzie? Odpowiedź nasuwa się sama. PK1 - bunkier 12:05.

Prowadzimy rowery przez las. Pokonujemy niezbyt wysoki nasyp kolejowy. Niedaleko od torów jest kiepska leśna droga. Krótki męczący dojazd wyprowadza nas na cywilizowane drogi. Na chwilę skręcamy by zatrzymać się na skraju podmokłego terenu. PK15 - brzeg bagna 12:25.

Oczekuję jazdy na skróty i dalszego pokazu nawigacji Piotrka. Decyzja jest inna. Objeżdżamy wątpliwy teren asfaltową drogą i końskim szlakiem. Czyżby Piotrek złapał orientacyjną zadyszkę? Gdzieś na końcu piaszczystej leśnej drogi nad Widawką powinniśmy odnaleźć punkt. Do poszukiwań dołącza się nadjeżdżający z tyłu Piotr Buciak. Dłuższa chwila wspólnych poszukiwań i punkt jest nasz. PK3 - skarpa nad rzeką 12:49.

Porównujemy ilość zaliczonych punktów. W obu przypadkach liczba jest taka sama i wynosi 12. Piotr jest zaskoczony naszym dobrym, a może zdegustowany swoim słabym wynikiem. W końcu jest zawodnikiem walczącym o czołowe miejsce w Pucharze Polski. Wyraźnie nie jest dziś w najlepszej dyspozycji. Zdenerwowany rusza szybko do przodu.


planowanie trasy


Plecy Piotra zobaczymy jeszcze z oddali w momencie dojazdu do kolejnego punktu. Szybko odjeżdża. Otwartym pozostaje pytanie czy odjechał po zaliczeniu punktu, czy też punktu w tym miejscu nie znajdziemy? Po kilku minutach przeszukiwania fragmentu lasu po obu stronach drogi wiemy, że pukt znajduje się zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej przy sąsiedniej słabo widocznej w terenie przecince. PK19 - rozdwojone drzewo 13:10.

W ciągu 3 godzin i 40 minut zaliczyliśmy 13 punków kontrolnych to oznacza, że osiągnęliśmy półmetek rajdu. Do zakończenia pozostało 12 punktów + powrót do bazy. Czy druga część trasy będzie dla nas równie pomyślna. Zaliczenie wszystkich punktów wydaje się pewnikiem. Otwartym pozostaje pytanie: ile czasu nam to zajmie?

Temperatura wzrasta. Kolejne piaski spowalniają jazdę. Wreszcie czuję, że zaczyna mnie kołysać. W przednim kole mam coraz mniej powietrza. Pełna korzeni ścieżka nad jeziorem nie ułatwia jazdy. Mam nadzieję, że na oparach uda mi się dotrzeć do punktu. Zatrzymujemy się wcześniej obok wypoczywającej nad brzegiem wody Ewy. Nie ma wyjścia zdejmuję koło, oponę, staram się jak najszybciej wymienić dętkę. Nie ma sensu by Piotrek czekał na mnie. Nie mam sił by na piaszczystych leśnych drogach wytrzymać jego tempo. Jadąc sam ma jeszcze szansę na zajęcie dobrego miejsca. Po 8 minutach (przypuszczałem, że można to zrobić szybciej) ruszam na trasę. Jadę dopóki się da. Ostatni odcinek na cyplu pokonuję pieszo. PK2 - kikut brzozy na cyplu 13:40.

Na kolejnych punktach będzie między nami trwała wirtulna rywalizacja. Patrz wizualizacja przejazdu (ustaw: 50x, Real Time ON. [Porównaj wiki i piobiker. Mój GPS włączony na PK4].

wizualizacja przejazdu


Początek mojej samodzielnej nawigacji. Uważnie kontroluję odległość do każdego kolejnego zakrętu drogi. W miejscu budzącym najwięcej wątpliwości (w pobliżu punktu) spotykam dużą grupę zawodników traktujących rajd dużo bardziej rekreacyjnie. Tuż za nimi zaczyna się podmokły teren. PK23 - skraj bagna 13:55.

Zgodnie z nakreślonym przed startem planem jadę na wschód. Nawet mój ulubiony asfaltowy odcinek drogi pokonywany pod wiatr, przestaje cieszyć. Wczesne popołudniowe godziny to przecież największe natężenie upału. Widok dorysowanej przez organizatora przerywanej linii przez las nie napawa optymizmem. Precyzyjnie odmierzam długłość linii na mapie (2 cm), przeliczam na odległość w terenie. Po 1,2 kilometrach powinienem szukać lampionu. Podrzędna, kiepska leśna droga szybko zmienia się w ścieżkę. Wreszcie i o ścieżce mogę zapomnieć. Przedzieram się pomiędzy młodymi drzewkami w miescu, w który kiedyś przebiegała. Idę drogą biegnącą skośnie w górę zbocza. Kiedy jestem już na grzbiecie odległość się zgadza. Gdzie na porośniętym lasem zboczu jest punkt? Mam niesamowitego farta. Z daleka widzę, że przy jednym z drzew zatrzymało się dwóch piechurów. PK13 - południowe zbocze wydmy 14:21.

Z porównania śladów wynika, że niemal w tym samym czasie (chwilę przed lub chwilę po) punkt zaliczył Piotrek. Bardzo szkoda, że się wtedy nie spotkaliśmy. Zaliczenie tego punktu bez licznika, którego mój kolega nie posiadał, wydaje mi się nieprawdopodobnym osiągnięciem.

Zjeżdżam grzbietem do najbliższej drogi. Do punktu docieram nieco dłuższą ale asfaltową i szutrową drogą od południa. Trochę niefrasobliwie zapominam o wskazaniach licznika. Pomaga widok rowerzystki, która jadąc z synem zatrzymała się i perforuje karty starowe. Korzystając z okazji schładzam się. Sięgam do nurtu Pilsi i wylewam trochę wody na głowę i koszulkę. PK8 - brzeg rzeki 14:50.

Jedzie się coraz ciężej. Staram się wybierać najlepsze drogi. Opuszczam drogę wzdłuż strumienia. Szutry przerzucają mnie w inny rejon lasu. Jeszcze odcinek gorszej drogi i jestem na miejscu. PK14 - pień przy rowie 15:12.

Wycofuję się do szutrowej drogi. Jadąc przez pola wypatruję drogi prowadzącej w kierunku polanki. Tu nie muszę się odmierzać. Tędy jechało już tylu zawodników, że wszystkie ślady prowadzą do celu. Prowadzą nawet dalej niż potrzeba. Zaczynam od przeszukania dalszej polanki by wrócić na właściwe miejsce. Po raz kolejny spotykam dużą grupę turystyczną. Czy to znaczy, że jadą równie szybko, czy ja w tym czasie zaliczyłem jakieś dodatkowe punkty? PK21 - skraj polanki 15:29.

W kolejnym bidonie zaczyna prześwitywać dno. W mijanych miejscowościach nerwowo rozglądam się za otwartym sklepem. Wreszcie jest w miejscu, w którym się tego nie spodziewałem. Nie w centrum ale na wschodnim krańcu wsi Parzno. 1,5 litra wody powinno zaspokoić moje potrzeby aż do powrotu do bazu. Do upływu limitu czasu pozostało ponad 2 godziny. Do zaliczenia jedynie 6 punktów. Zaliczenie całości wydaje się w żaden sposób niezagrożone.

Jadąc na południe w kierunku punktu w południowo-wschodnim narożniku mapy widzę nadjeżdżającego Piotra Buciaka. Pyta, gdzie jest Piotrek? Sam bardzo chciałbym to wiedzieć. Później się dowiem, że zaliczył punkt na kilka minut przed tym gdy ja dopiero zacząłem go szukać. Postaram się go zaatakować od południowej strony. Znajduje się zaledwie o 150-200 metrów od prowadzącej tam drogi. Pierwsza próba nieudana. Widzę to po spojrzeniu na mapę. Wjeżdżam w las nieco dalej. Gdy nie da się jechać zostawiam rower. Tuż obok pozostawia swój rower zawodnik nadjeżdżający z tyłu. Każdy na własną rękę rozpoczyna poszukiwania. Pierwsza próba nieudana. Idę za bardzo na północ i nie natrafiam na żaden strumyk. Wracam i powtarzam próbę. Jest jeden, drugi strumień. Chyba bez wiary w sukces przeszukuję fragmenty ich brzegów. Zrezygnowany wsiadam na rower rezygnując z dalszych poszukiwań. Zawodnik, który rozpoczął poszukiwania razem ze mną wskazuje gdzie jechać by znaleźć lampion PK. Ten punkt to porażka. Zle odmierzona odległość. Niezbyt staranne odczytanie mapy. Strata 25 minut sprawia, że o zaliczeniu w limicie wszystkich pozostałych 5 punktów powinienem raczej zapomnieć. PK5 - brzeg strumienia 16:35.

Staram się nie popełnić żadnych błędów przy pozostałych do zaliczenia punktach. Ich położenie i łatwiejszy teren nie dają do tego sposobności. Po uważnej jeździe bezbłędnie odszukuję skarpę. PK24 - skarpa 16:55.

W pobliżu punktu widzę spotkanego już wcześniej zawodnika. Wygląda, że nie bardzo wie w jaki sposób dotrzeć do znajdującego się na wzgórzu punktu. Bez zatrzymywania objeżdżam niewielki pagórek. Wbiegam (wróć: na tym etapie rajdu już nie mam siły biegać) piaszczystą drogą na grzbiet. Skręcam w lewo. Na wschód od szczytu powinna być kępa jałowców. Są jałowce, jest lampion punktu kontrolnego. PK11 - kępa jałowców 17:12.

Wybór najkrótszej drogi zamiast asfaltowego objazdu nie jest optymalnym wariantem. Jazda porośniętą trawą drogą na skraju wilgotnego lasu nie jest tym o czym teraz marzę. Nieprzychylne jeździe są również piaszczyste drogi po przeciwnej stronie asfaltowej drogi. Precyzyjne odmierzanie odległości doprowadza mnie do drogi/ścieżki, która w postaci przerywanej linii istnieje jedynie na mapie. Szczęśliwie jest to krótki odcinek, na którym muszę prowadzić rower. W odmierzonej odległości widzę wycofującego się spod drzewa zawodnika. PK7 - brzoza multikulti 17:32.


na mecie


Do końca maratonu pozostaje jeszcze pół godziny i stosunkowo niewielka odległość dzieląca mnie od punktu, a następnie od bazy. Jestem wykończony temperaturą i piaskami. Z niechęcią ruszam na wschód w poszukiwaniu zaznaczonej podwójną linią, więc szutrowej a co najmniej utwardzonej drogi. Piaszczyste podłoże wysysa resztki sił. Upływający czas nie sprzyja trzeźwemu myśleniu. Zawracam nie docierając do poszukiwanej drogi. Asfaltami wracam na metę. META 17:44 (czas jazdy 8:14). Pozostają 2 niezaliczone punkty: PK20 - pięciobrzoza, PK22 - dołek.

Z zaliczonymi 23 punktami zajmuję 12 pozycję (przy 61 startujących). Piotrek Banaszkiewicz z kompletem punktów jest 9. Piotr Buciak zajmuje 6 pozycję. O trudnościach trasy świadczy czas zwycięzców, którzy pokonali trasę niewiele poniżej 8 godzin. Mam nadzieję, że czas na rehabilitację i zaliczenie wszystkich punktów przyjdzie już podczas jesiennej Orientakcji nr 14.

Statystyka:

Dystans - 124,4 km
Zaliczone punkty 23 z 25
Miejsce 12 z 61


Krzysztof Wiktorowski (wiki) - nr 1
e-mail: wiki256@gmail.com

powrót