.

Liszkor 2022

Zimowa relacja


Bukowno, 2 kwietnia 2022r.


relacje z innych imprez

Liszkor, Bukowno 2.04.2022r. Słoneczna, bezchmurna pogoda. Kilkanaście stopni powyżej zera. Tak było w tygodniu poprzedzającym zawody. Żyć nie umierać. Rozpoczęła się prawdziwa wiosna. Może to nie jest regułą ale na sportowy weekend nadchodzi załamanie pogody - ochłodzenie, opady śniegu i śniegu z deszczem. Kiedy ostatnio startowałem na śniegu? Pomijając dawne edycje Nocnej Masakry ostatnimi takimi zawodami było Wiosenne Czarne Korno sprzed 4 lat.

Pomimo, że w międzyczasie prognozy zmieniły się, nie zmieniam przedstartowych planów dojazdu do bazy rajdu. Pogoda zapowiada się źle ale nie tragicznie - przelotne, umiarkowane opady mokrego śniegu, śniegu z deszczem ale w większości sprzyjający wiatr i asfaltowa nawierzchnia. Z Miechowa gdzie wysiadam z pociągu będę miał do pokonania ok.70 km. Powód, dla którego upieram się z takim dojazdem jest trywialny. Na Jurze mam nieuregulowane gminne rachunki czyli dwie ostatnie niezaliczone gminy. Mam dostatecznie dużo czasu by bez pośpiechu zaliczyć; gminę nr 1893 (Skała) i gminę nr 1894 (Sołuszowa). Dodatkowo odwiedzam kilkanaście remiz OSP (kolejny cel, który ma mi głównie urozmaicić jazdę "wokół komina" czyli w okolicy Łodzi.


Dojazd - Pieskowa Skała


Dużo ważniejsza i wzbudzająca obawy jest aura czekająca w sobotę czyli w dniu zawodów. Na dzień dobry nie jest źle, przestało padać a temperatura ma oscylować w okolicach zera stopni. Czy będzie to sprzyjać jeździe czy ją utrudniać okaże się już na trasie. Mapy z dominującą zielenią oznaczającą obszary leśne rozdane. Do wyboru mamy ponad 40 punktów kontrolnych o różnej wartości wagowej (od 20 do 90 pkt). Do bazy powinniśmy wrócić po 15 (maksymalnie 16) godzinach. Teoretycznie nikt nie powinien mieć szansy na "zrobienie" kompletu punktów.

Przytłaczająca zieleń, skomplikowana drożnia o nie dającej się przewidzieć jakości sprawia, że mam trudności chociażby z pobieżnym naszkicowaniem trasy. Do ostatniej chwili nie jestem zdecydowany od której części mapy rozpocząć zmagania. Przez chwilę rozważam by przyłączyć się do jakiegokolwiek zawodnika, który będzie opuszczał bazę. Wreszcie stawiam na samotną jazdę i całkowitą improwizację przy wyborze punktów i kolejności ich zaliczania.

Opuszczam Bukowo - miasteczko w którym znajduje się baza - w kierunku zachodnim. Ostrożnie mijam kolejne miejskie uliczki. Początki zawsze są dla mnie ciężkie.Tuż po wyjeździe z miasta mylę kierunki. Wbrew pozorom ma to swoją dobrą stronę. Kiedy spostrzegam błąd nie muszę samodzielnie szukać pierwszego punktu. Na poboczu drogi leży już kilka rowerów, a poprzednicy wydeptali w śniegu wymieszanym z piachem wyraźne ślady. PK31 - Początek cieku wodnego [godz. 8:28]

Po obsypującej się skarpie wracam do roweru. Asfaltowa droga pozwala nadrobić straty. Dołączam do zmierzającego w tym samym kierunku Rafała. Razem zaliczymy kolejne punkty w dolince rzeki Sztoły (a raczej tym co po niej zostało). Przeskakujemy przez suche koryto pokryte piachem, by na skarpie po przeciwnej jego stronie zaliczyć PK46 - Zakole rzeki (na skarpie) [8:42]. Zaledwie 2-3 kilometry dalej ponownie zjeżdżamy nad "rzekę". Kiedy nie można jechać, przedzieranie się z rowerami wzdłuż zarośniętych brzegów nie ma sensu. Widoczne z oddali betonowe mury wskazują, że docieramy do celu PK42 - Pozostałość młyna [9:00].

Po zaliczeniu punktu rozstajemy się. Rafał ma zamiar odwiedzić wszystkie punkty znajdujące się na wschodniej część mapy, ja traktuję zaliczanie punktów bardziej selektywnie. Rafał jedzie w kierunku położonego na północy PK67. Samotnie ruszam na zachód. Do takiego wyboru zachęca "porządna" bo zaznaczoną podwójną linią, prosta droga. Już wkrótce żałuję swojej decyzji. "Piaskownica" to słowo które najkrócej i najtrafniej określa co mnie czeka przez najbliższe kilkaset metrów. Tędy nie da się jechać. W kopnym piasku wypełniającym drogę i szeroko rozumiane pobocze z trudnością pcha się rower. Na myśl przychodzi mi punkt, który na którymś rajdzie znajdował się w okolicy Pustyni Błędowskiej. Wtedy niektóre odcinki udało się omijać jadąc lasem.

Przez dłuższy czas rozpaczliwie rozglądam się w otaczającym drogę lesie. Bezskutecznie. Wreszcie skręcam w dochodzącą do drogi przecinkę. Ta wyprowadza mnie na skraj wznoszącego się po lewej stronie podłużnego wzniesienia - wału. Usłane igliwiem, porośnięte kępkami trawy podłoże i niewyraźna ścieżka, pozwala na w miarę sprawne poruszanie. Nie jestem sam. Wkrótce minie mnie Zbyszek Mossoczy, który nie omieszka pochwalić mnie za odnalezienie alternatywnego, dającego się pokonać rowerem wariantu. Obawy, że przeoczę skręt w kierunku punktu są zupełnie nieuzasadnione. Punkt znajduje się nad rzeką Sztołą i nawet pozbawiona wody rzeka tworzy w okolicy ujścia wyraźne koryto. Razem ze Zbyszkiem przez dłuższą chwilę poszukujemy, zapuszczając się nawet nad dużo większą Przemszę, ukrytego gdzieś w korzeniach drzewa lampionu. Więcej szczęścia albo umiejętności ma kolejny dobry orientalista Stefan Wesołowski, który przed nami odnajduje lampion punktu kontrolnego. Przez krótki czas znalazłem się w naprawdę dobrym towarzystwie. Zbyszek wygra dzisiejszą rywalizację. Stefan ukończy zawody na 4 pozycji. PK74 - Pień [9:41].


"Mostek" przy PK84


Nagromadzenie wartościowych punktów w tej części mapy jest znaczne. Na szczęście mięsiste, nieprzejezdne piachy na dzisiaj chyba się skończyły. Warstwa śniegu też nie utrudnia jazdy. Kilka kilometrów dalej na wysokiej skarpie nad tą samą rzeką, Stefan odnajduje kolejny punkt. PK83 - Zakole rzeki (na skarpie) [9:57]

Na krótką chwilę opuszczamy las i wracamy do cywilizacji. Kanał.Tory kolejowe. Asfaltowa droga. W konsternację wprawia mnie widok znikającego w bocznej uliczce Zbyszka. Według moich planów powinniśmy pojechać w zupełnie innym kierunku. Uważnie pochylam się nad mapą. Po dłuższej chwili odnajduję miejsce na mapie w którym się znajduję. Rzeczywiście wariant (kolejność zaliczania punktów) jaki wybrał mistrz jest dużo bardziej logiczny (i krótszy). Nie śpiesząc się dokładnie kontroluję mapę. Kiedy docieram w okolice punktu Zbyszek w dalszym ciągu go poszukuje niekoniecznie w miejscu w którym powinien się znajdować. Mam wrażenie, że na początku ma problemy z orientacją. Ale podobno nie ważne jak się zaczyna tylko jak się kończy. PK91 - Kikut suchego drzewa [10:17]

Własnym (chyba najkrótszym wariantem) jadę w kierunku punktu, który planowałem zaliczyć wcześniej. To co zyskuję na dobrym wariancie, tracę na jego realizacji. Jeden błąd powoduje że w okolice punktu docieram już po Zbyszku i Stefanie. Nie ma tego złego, Zbyszek bezskutecznie szuka lampionu po przeciwnej stronie kanału dostając się tam po dziwnej kratownicy. Stefan odnajduje punkt po właściwej stronie i przy właściwej podporze wiaduktu. No cóż ten punkt nie był wale oczywisty. Słabo czytelna mapa powodowała, że wiele osób miało tu problem. Mam szczęście, że nie trafiłem tu sam. PK84 - Cokół nieistniejącego wiaduktu [10:33]

Po małym zamieszaniu ruszam za chwilowymi partnerami w kierunku kolejnego punktu. Nie do końca orientuję się w swoim położeniu. Po wydeptanych w śniegu śladach docieram do położonego nad kanałem lampionu. Dopiero na miejscu zauważam, że położenie punktu zupełnie nie zgadza się z opisem. Przez cały czas byłem pewny, że jadę zaliczyć inny punkt PK66. PK44 - Przepust (prawdopodobnie jaz kominowy) [10:42]. Jaz kominowy - to nieistniejący termin utworzony przez Wigora specjalnie do opisu punktu podczas którejś z edycji Grassora.

Chwilę trwa zanim odzyskam utracony zmysł orientacji. Trochę bezradnie kręcę się. Schodzę w kierunku znajdującego się na północy kanału. Wracam do punktu wyjściowego i teraz już bez problemu wybieram właściwą drogę. Lekko przedeptana ścieżka w grubszej w tym miejscu warstwie śniegu utrudnia jazdę. Kolejny zakręt i widoczny w odległości kilkunastu metrów niewielki wał wzdłuż drogi. To musi być tu. Dalej podmokła, bagnista, pokryta kałużami leśna droga jest nieprzejezdna. PK66 - Koniec nasypu [11:02]

Nawet nie myślę o próbie przedostania się najkrótszą drogą na wprost. Bezpieczniej będzie wycofać się do pokrytej śniegiem przecinki. Z niepokojem patrzę na mapę i na kręte leśne drogi i przecinki. Uważna jazda sprawia, że punkt zaliczam szybko i bez problemu PK55 - Skrzyżowanie rowu ze ścieżką [11:20].

Wracam do głównej leśnej drogi. Kilkaset metrów dalej mam punkt położony nad rzeczką w środku lasu (tzn.bez prowadzącej w jego kierunku drogi). Nigdy nie ma pewności w jaki sposób odnaleźć taki punkt. Nie mam czasu by się zastanawiać. Skrzyżowanie drogi z rzeczką nasuwa najlepsze rozwiązanie. Jadąc lub idąc jej brzegiem muszę trafić na właściwe miejsce. Kiedy nie da się dalej jechać ruszam na pieszo. Zaskakuje widok kilku leżących w nurcie rzeczki kamieni łatwych do przeoczenia gdybym nadchodził do rzeki z przeciwnej strony. Ślady poprzedników i lampion potwierdzają, że jestem we właściwym miejscu. PK76 - Kamienna tama [11:35]

Jadąc, intensywnie główkuję które najbliżej położone punkty i w jakiej kolejności powinienem teraz zaliczyć. Opuścić położony nieco z tyłu PK65 i jechać na wartościowy PK82 i dalsze punkty na wschodzie, czy zaliczyć oba te punkty? Kusi długa, prosta nawigacyjnie droga w kierunku PK65. Już raz dzisiaj dałem się nabrać na tak zaznaczoną drogę. Tym razem wybór sprawdza się, leśna droga jest przejezdna. Przejeżdżam na drugą stronę rzeki. Gdzieś dalej na jej brzegu znajduje się mój cel który muszę odnaleźć. Po chwili okazuje się, że jestem tu pierwszym zawodnikiem i muszę to zrobić zupełnie samodzielnie. Jedyne przysypane śniegiem ślady pozostawił organizator rozstawiający punkty. Kiedy idę wzdłuż rzeki zupełnie zaskakuje mnie widok zwisającej z gałęzi drewnianej budki. Jak to tak, bez szukania? PK65 - Drzewo z karmnikiem [12:04].

Wpychanie roweru po zboczu dolinki powoduje, że błotnik zapycha się wilgotnym śniegiem. Wyjmuję imbusa i przez dłuższy czas walczę próbując usunąć blokującą koło przeszkodę. Nie trudno się domyślić, że tą walkę będę powtarzał wielokrotnie aż do powrotu do bazy. Błotnik to nie jedyna wada "okołozerowej" temperatury. Po najkrótszym nawet spacerku który powtarzam niemal notorycznie przy zaliczaniu punktów, śnieg z butów wbija się w spd-owskie pedały tworząc lodową skorupę uniemożliwiającą wpięcie się. Cykliczne skuwanie twardego lodu jest dużo bardziej upierdliwym zadaniem. Dopiero po powrocie poznaję łatwy patent na pozbycie się lodu. Wystarczy "polać" pedały żółtym, ciepłym płynem. Zmiękczony w ten sposób lód odpada prawie samoistnie.

Przede mną położony na zakropkowanym obszarze punkt 82. To co widzę na mapie nie wzbudza zaufania. Nie wiem czego mam się spodziewać. Nie będę wiedział dopóki nie dojadę. Uff!! To nie wielka pustynna piaskownica ale pozostałość po wielkim, teraz zalesionym skalnym wyrobisku. Niby wiem co może kryć się pod hasłem "schody do nieba", tylko czy aby na pewno to samo opisał budowniczy trasy? Widok piechurów upewnia mnie, że skręcam we właściwą boczną drogę. Wjeżdżam na zbocze kamieniołomu. Gdzie są schody? 100 metrów dalej widzę ślady prowadzące w kierunku kolejnego (być może sztucznego) wzniesienia. Jest drzewo z lampionem. Obok przysypane śniegiem nie rzucające się w oczy schodki. Nie tak to sobie wyobrażałem. PK82 - Schody "do nieba" [12:29].


Schody do nieba


Ruszam w kierunku ostatniego na tej części mapy punktu. Od celu dzieli mnie nie więcej niż kilometr, a mimo to czeka mnie znacznie dłuższy kilku kilometrowy objazd. Porastający dno wyrobiska młodnik, kilka odprowadzających wodę kanałów, być może stroma skarpa. Nawet piechurzy nie decydują się na pokonanie trasy takim skrótem. Wydostaję się na górę i jadę skrajem wyrobiska. Gdzieś dalej w głębi lasu znajduje się mój punkt. Zostawiam rower i ruszam pieszo. Kiedy okazuje się, że przeceniłem odległość, wracam do pozostawionego sprzętu. Po śladach trafiam na dziwny pień w środku lasu. PK71 - Rozdwojony wygięty pień [13:05]


Rozdwojony wygięty pień


Ostatni "zachodni" punkt zaliczony. Czas by przedostać się na wschodnią część mapy. Ścieżka prowadzi do znajdującej się na skraju mapy asfaltowej drogi. Pofałdowany teren, rzadko używana dróżka, korzenie, piaszczyste fragmenty. Niby nie jest daleko ale pokonanie tego odcinka mocno daje się we znaki. Z utęsknieniem czekam aż mordęga skończy się. Kończy się ale nie na długo. Przede mną konieczność zdobycia jednego z najwyższych wzniesień o nazwie Cisowa. Ponieważ przegapiłem wcześniejszy zjazd z asfaltu, podejście będę pokonywał od południowego zachodu. Próbuję rozszyfrować zaznaczone na mapie dróżki. Przedzieram się przez sięgający kolan sypki śnieg w przecince pod linią WN. Ciągnę za sobą rower z ponownie zablokowanym kołem. Cel jest jasny, muszę dostać się na wzniesienie. Później będę myślał o odnalezieniu punktu. Liczę, że ktoś przede mną przetarł w śniegu dojście. Nie mylę się, idąc przekopaną w śniegu ścieżką z oddali widzę jedno, jeszcze jedno i kolejne wielkie drzewo. Samodzielnie nie miałbym szans by je odnaleźć. PK94 - Duży buk między skałami [13:49]


Duży buk między skałami


Wzniesienie opuszczam w najprostszy możliwy sposób czyli zjeżdżając a raczej sprowadzając rower po południowym jego zboczu. Na dole spotykam bandę prowadzoną przez Patryka. Wskazuję kierunek i sposób dotarcia do punktu. Dzięki mojej pomocy (a może pomimo mojej pomocy) na mecie zameldują się na 5 miejscu.

Improwizacji ciąg dalszy. Najbliższy wartościowy punkt znajduje się daleko na południu mapy w okolicy Trzebini. Zaletą punktu, poza 90 punktami przeliczeniowymi, jest niewątpliwie dobry asfaltowy dojazd. Skręcam w teren, mijam cmentarz. Docieram do położonego między polami niewielkiego wyrobiska. Odnalezienie punktu w takim miejscu powinno być tylko formalnością. Tylko gdzie znajdują się odciśnięte w śniegu ślady moich poprzedników? Przez dłuższy czas szukam ich krążąc wokół rozkopanego wzniesienia. A może? To chyba niemożliwe? Jestem pierwszy, przede mną żaden z zawodników jeszcze tu nie trafił. Ślady na szlaku turystycznym obok kamieniołomu musieli zostawić turyści i spacerowicze z pobliskiej Trzebini. Teraz odnalezienie lampionu to zwykła formalność, nawet nie zauważam i nie muszę korzystać z załączonego rozświetlenia. Punkt jest tam gdzie powinien być. PK92 - Stary kamieniołom [14:38]

Skoro jestem już w tym miejscu to w drodze do kolejnych punktów warto zaliczyć również "bezwartościowy" - tylko 30 punktowy PK35. Upierdliwy podjazd po prowadzącej w górę polnej drodze to jedyna trudność. W połowie podjazdu poddaję się i prowadzę rower. Zeskrobuję śnieg z oszronionego lampionu. W tym miejscu rownież melduję się jako pierwszy zawodnik. W połowie zjazdu ponownie spotykam Zbyszka. PK35 - Upadła ambona [15:05]

Jadę asfaltową drogą na północ. Usilnie próbuję połapać się w dziesiątkach dróg wychodzących z doliny. Cześć prowadzi do pobliskich zabudowań, kilka dalej na zbocze, na którym znajduje się kolejny cel. Która jest tą właściwą. Chyba dopada mnie kryzys. Po pierwszych niepowodzeniach nie znajduję sposobu na namierzenie drogi i (chyba) zbyt łatwo poddaję się. PK63 - Potrójna sosna - niezaliczony.

Kontynuuję jazdę na północ gdzie czeka na mnie kolejny nieciekawie wyglądający punkt. Precyzyjnie skręcam we właściwą drogę obok kościoła. Wspinam się po śladach jadąc pokrytą śniegiem polną drogą. Pomimo że mam wrażenie kontroli nad przebytą odległością po chwili przestaję się już w tym wszystkim orientować. Jedynym (nie zawsze niezawodnym) przewodnikiem pozostają ślady w głębokim śniegu. Ciągnę rower to w jednym to w drugim kierunku. Jak znaleźć na śniegowym polu pozostałość ogrodzenia? Dalsza zabawa w ciuciubakę nie ma sensu. Rezygnuję z dalszych poszukiwań. Mam farta. Kiedy chcę opuścić to miejsce, ponownie spotykam Patryka, Wojtka i Mariusza. Samotny drewniany słup obok zasypanej śniegiem drogi z resztkami siatki jest moim (wcale nie oczywistym) celem. PK61 - Pozostałość narożnika ogrodzenia [15:55].

Stary kamieniołom porośnięty wiekowym lasem nie jest moim ulubionym miejscem orientacyjnym. Do dzisiaj nie wiem co miał na myśli organizator pisząc o "buczynowej bramie". Jeżeli nie ma się zmysłu orientacji trzeba liczyć na łut szczęścia. Śnieżna pokrywa sprzyja wykorzystaniu orientacji tych, którzy punkt już zaliczyli. Mam nadzieję, że tym razem nie popełnili błędu i ślady prowadzą prosto do celu. Widoczną na mapie drogą dojeżdżam do wznoszącego się na wschód od kamieniołomu wzniesienia. Ślady skręcają w słabiej przejezdną drogę na zachód. Jadę. Prowadzę rower. Zsuwam się po zboczu kamieniołomu. Mijam jakieś skały. Zejście robi się coraz bardziej nieprzyjemne. Znany z widzenia piechur. Powraca nadzieja. Gdzie jest punkt? Ruszam w jego ślady, by ponownie trafić na miejsce w którym byłem kilka minut wcześniej. Od północnej strony ukryty w korzeniach powalonego drzewa lampion jest doskonale widoczny. PK86 - Kamieniołom, na N od "buczynowej bramy" [16:33]. To był zdecydowanie mało rowerowy punkt.



Zimowo


Upierdliwe zsuwanie się do dna doliny. Uff!!! Gorzej niż w tym miejscu już chyba dzisiaj nie będzie. Nie wypada pominąć faktu że mimo wielokrotnego "brodzenia" w nieraz głębokim śniegu, zakończę zmagania z suchymi stopami. Nieoceniona w tym miejscu jak i na całej trasie okazuje się pomoc ze strony Grzesia - sędziego zawodów i budowniczego trasy rowerowej który przed startem poratował mnie zimowymi kolarskimi butami. Przy z reguły ostatnio bezśnieżnych zimach trudno zdobyć się na poważny wydatek i zakup takich butów. Ciekawe czy i kiedy trafi się kolejna śnieżna impreza.

Zjeżdżam prowadzącą doliną drogą w kierunku miejscowości Płoki. Chociaż wstępne plany były nieco inne, daję się poprowadzić dobrą asfaltową drogą w kierunku kolejnej miejscowości Lgoty. Tak oczywiste "lenistwo" poskutkuje pod koniec zawodów ograniczeniem możliwych do zaliczenia punktów i koniecznością przedwczesnego powrotu do bazy.

Podobnie jak w przypadku niezaliczonego PK63 powracają obawy o odnalezienie odchodzącej od asfaltu właściwej drogi. Pierwsza próba nieudana. Na opadającej w dół drodze jadę zbyt szybko i nieuważnie. Zawracam. Charakterystyczny zakręt głównej drogi. Rozpoznawalne boczne uliczki. Plac zabaw dla dzieci. Ślady rowerowych kół potwierdzają że skręciłem we właściwym miejscu. Na końcu leśnej drogi odnajduję słupek oznaczający dawną granicę. Nie pytajcie co rozgraniczała - geografia historyczna nie jest moją mocną stroną. PK75 - Słupek graniczny [17:38]

Odnalezienie innej odchodzącej po drugiej stronie asfaltu drogi nie nastręcza trudności. Nawet bez śladów poprzedników dotarcie do punktu wydaje się bezproblemowe. Duży żółty słupek widoczny jest w bezlistnym lesie z odległości kilkunastu metrów. Słupek jest ale gdzie jest lampion i punkt. Budowniczy próbuje sobie z nas zakpić. Właściwy mniejszy też żółty słupek znajduje się kilkanaście metrów dalej. PK81 - Żółty słupek [18:07].

Nadszedł czas by zawrócić i ogarnąć punkty znajdujące się w pobliżu bazy. W południowo-wschodnim narożniku mapy pozostawiam 7 niezaliczonych punktów kontrolnych. Wkrótce okaże się, że wrócę do bazy grubo przed upływem czasu nie mając możliwości ich zaliczenia. Powoli ściemnia się i coraz intensywniej zaczyna prószyć śnieg. Po raz kolejny nie muszę się wysilać. Skręcam w polną drogę i po śladach przez pole dochodzę do właściwego drzewa. PK78 - Narożnik pola [18:29]

W lesie robi się już zupełnie ciemno. Coraz intensywniej sypie śnieg. W głowie powstaje plan kolejności zaliczania ostatnich dzisiejszego dnia punktów. Czytelna droga prowadzi do położonego na wschodzie punktu. Kogo mogę dzisiaj jeszcze raz spotkać? Wiadomo razem ze mną do punktu zmierza Zbyszek. Ślady poprzedników. Szukam punktu przy pierwszym napotkanym pniu. Wcale nie jestem zdziwiony, że lampionu tu nie ma. Powtórka z rozrywki. Lampion jest na pniu kilkanaście merów dalej. Zbyszek po awarii telefonu zaznacza obecność na punkcie perforując krawędź mapy. PK52 - Pień [18:55]

Rozstajemy się rozjeżdżając w przeciwnym kierunku. Ja zbieram najbardziej wartościowe punkty. Zbyszek walczy o wszystko. Kiedy nie ma dużego wyboru nie ma co wybrzydzać. Jadę zaliczyć kolejną bezwartościową 30-tkę. Obok niewielkiego zbiornika po raz kolejny spotykam nazwijmy to bandą Czarnego czyli Anię, Andrzeja i oczywiście Grzegorza. Pomimo, że nie spieszą się tak bardzo jak ja, zdobędą niewiele mniej punktów. PK37 - Oczko wodne S [ok.19:07].

Wycofuję się szutrówkami. Niezbyt fortunnie wybieram dojazd w kierunku celu. Pokryta śniegiem droga na skraju pól i lasu jest kiepsko przejezdna. Prowadzę rower. Walczę z blokującym koło śniegiem. Wreszcie ślady rowerowych kół. Starannie kontroluję swoje położenie skręcając we właściwą przecinkę. PK64 - Górka [19:44].

Czujnie odnajduję ścieżkę, która doprowadza mnie na początek wąwozu. Pojawiają się powalone drzewa. To właściwe, zgodnie z opisem leży w poprzek, uniemożliwiając dalszą jazdę. Po raz pierwszy zapominam o wysłaniu SMS-a ale perforacja karty potwierdza moją obecność na punkcie i punkt został uwzględniony w ostatecznych wynikach. PK73 - Drzewo w poprzek wąwozu [20:12].

Nie muszę korzystać z rozświetlenia punktu by wydostać się do prowadzącej nad wąwozem drogi. Walka z osypującym się na stromym zboczu śniegu. Ponownie zablokowane tylne koło. Sypiący się na twarz śnieg. Panujące ciemności. Wszystko to stopniowo pozbawia mnie woli walki. Jeszcze bezskutecznie próbuję trafić po śladach na PK51. Wreszcie odpuszczam i jadę na metę. Kończę zmapania ponad 2 godziny przed limitem czasu. Zdobyte w tym czasie 26 punkty kontrolne (1640 punkty przeliczeniowe) pozwalają na zajęcie pozycji pośrodku stawki (20 na 40 uczestników).




STATYSTYKA dystans: 107 km
czas trasy 12:50
czas jazdy 8:07
średnia 13,1 km/godz.
P.kontrolne 26/47
P.przeliczeniowe 1640/2590
Miejce 20/40
trasa na RWGPS



Krzysztof Wiktorowski (wiki)
e-mail: wiki256@gmail.com

powrót